|

Na Wielkiej Rawce.
W piątek wieczorem wróciła z bieszczadzkich wykrotów grupa najtwardszych licealistów, którzy przez ostanie pięć dni udowodnili , że potrafią przeżyć w trudnych warunkach terenowych a Bieszczady są możliwe do pokonania nawet w prawie 40 stopniowym upale.
Wyprawę naszą rozpoczęliśmy w poniedziałek wczesnym rankiem. Gdy ostatni plecak zmieścił się w luku bagażowym ruszyliśmy w stronę Sandomierza. Wiele osób zadawało sobie pytanie jak tam dojechać, gdyż media wyraźnie informowały o niedostępności tego miejsca z powodu powodzi. Jednak my wiedzieliśmy, że stara cześć Sandomierza jest możliwa do zwiedzania. Będąc w ciągłym kontakcie z szefem sztabu powodziowego wiedzieliśmy jaką wybrać trasę i jak bezpiecznie dotrzeć do miasta. I udało się. Sandomierz bardzo podobał się uczniom ale przerażeni byliśmy rozmiarami powodzi na prawym brzegu Wisły. Rozlewiska widzieliśmy z Bramy Opatowskiej. Obserwowaliśmy także akcję obrony wału przy hucie sandomierskiej, która prowadzona była z użyciem wojskowych helikopterów.
Wieczorem dotarliśmy do Ustrzyk Dolnych.
Dwa kolejne dni pozostaną na długo w pamięci i na trochę na skórze postaci otarć i siniaków wszystkim uczestnikom naszej wyprawy. Każdy próbował swych sił jako młody alpinista na prawdziwej skale, nie było końca zjazdom linowym do rwącego i całkiem zimnego Strwiąża a rozgrywki paintballowe ciągnęły się całymi godzinami bez względu na ilość i wielkość ran ,,postrzałowych”. Jeep terenowy niejednokrotnie zakopywał się w bagnistym terenie wożąc wojsko na zwiady a prawo jazdy na quada zdobył każdy kto tylko zdecydował się pokonać wyznaczoną trasę . Wódz Konrad dbał o sprawny przebieg akcji oraz o bezpieczeństwo całej ekipy dowodząc jednocześnie kuchnią polową i ośrodkową aby wojsko było odpowiednio odżywione. Na ognisku powstawały rewelacyjne zupy gotowane na wodzie ze strumyka a herbata była miętowa ale z mięty, którą musieliśmy sami znaleźć i rozpoznać w terenie. ,,Kompania karna” szorowała gary w zimnej rzece jak to w wojsku bywa. A uśmiech nie znikał z buziek.
W czwartek umówieni przepisowo z przewodnikiem bieszczadzkim, (bardzo przystojnym GOPRowcem jak się okazało) rano wyruszyliśmy na szlak zdobywając Mała i Wielką Rawkę.
A ponieważ pogoda była cudna (poza temperaturą o ogromnej wysokości) mogliśmy rozkoszować się przecudnymi widokami Bieszczad. Przy okazji wyprawy wiele dowiedzieliśmy się o geografii i historii tego regionu. Po południu odwiedziliśmy galerię ikon i Siekierezadę w Cisnej jako miejsce towarzyskich spotkań zakapiorów bieszczadzkich.
W międzyczasie – a byliśmy bardzo zajęci - udaliśmy się na zaporę w Solinie - to miejsce wypada zobaczyć będąc w Bieszczadach. Znaleźliśmy także chwilę na regenerację sił na miejscowej pływalni, na grę w bilarda, tenisa stołowego oraz siłę na nocne pogaduchy.
Ostani dzień to wizyta w muzeum w Hrubieszowie i zwiedzanie unikalnej wystawy „Troja – Sen Henryka Schliemanna”. Około 20.00 poobijane, opalone bieszczadzkim słońcem i nieco zmęczone prusowe wojsko nauczyciele dowodzący oddali w ręce stęsknionych rodziców. Na szczęcie wakacje tuż tuż…

Grono Pedagogiczne dotarło na Wielką Rawkę szybciej niż młodzież

Na Małą Rawkę zresztą też... to pestka

Twarde dziewczyny - mat- fiz nie boi się niczego.

Odwaga Kingi nie zna granic.

Najładniejsza drużyna paintballowa w całych Bieszczadach

Oby nie odpłynęli na Ukrainę...

Dziewięciu pancernych i ... deszcze niespokojne
|